Kozły postraszyły faworyta

19 maj 2012

W rozegranym w sobotę 19 maja meczu 7. kolejki Topligi  drużyna Devils Wrocław pokonała Kozły Poznań 7:6. O wyniku zadecydowała, na 55 sekund przed końcem spotkania, skuteczna obrona próby podwyższenia za dwa punkty Kozłów.

Spotkanie w ofensywie rozpoczęli gospodarze, których atakiem dyrygował, zastępujący kontuzjowanego Krzysztofa Wydrowskiego, Alexander Karganovic. Mimo czterech prób wrocławianie nie zdobyli 10 jardów i oddali piłkę Kozłom. Ci zdobyli co prawdą jedną pierwszą próbę, ale po kolejnych trzech zagraniach też musieli odkopywać futbolówkę. Do końca kwarty żadnej z drużyn nie udało się zdobyć punktów. To zapowiadało, że podobnie jak w pierwszym pojedynku, w całym meczu górować będą formacje obrony.

W drugiej kwarcie pierwszą próbę na przełamanie punktowego impasu miały Diabły, ale kopnięcie z pola Krzysztofa Wisa zostało zablokowane. Kozły, które odzyskały dzięki temu piłkę, znów nie potrafiły jednak zdobyć pierwszej próby i musiały zdecydować się na punt. W akcji powrotnej, dzięki dobrym blokom, zabłysnął Grzegorz Mazur. Nominalny skrzydłowy przebiegł z futbolówką aż 77 jardów i dał prowadzenie gospodarzom. Jak się później okazało te sześć oczek i jedno dodatkowe za podwyższenie, miały być całym dorobkiem drużyny z najsilniejszą dotąd ofensywą ligi.

Przyłożenie Devils zmotywowało też Kozły i Marka Philmore’a, który po wznawiającym grę wykopie, wrócił z piłką aż na 30. jard połowy wrocławian. Niedługo później, po jednym biegu i trzech niecelnych podaniach z rzędu poznanianie musieli oddać piłkę rywalom. Wykorzystał to od razu Niles Mittasch, który kilkoma galopami z rzędu wyprowadził swoją drużynę na połowę przeciwnika. Tam jednak Kozły powaliły rozgrywającego Devils i ci znów musieli odkopywać piłkę. Do przerwy faworyci prowadzili tylko jednym touchdownem.

Po zmianie stron atak poznaniaków znów nie potrafił się rozkręcić, ale w obronie błyszczał Deante Battle, który w piękny sposób podanie Karganovica. Flagi za przewinienia anulowały jednak wiele zysków jardowych w akcjach Kozłów i piłkę wróciła w ręce Devils. Cztery akcje później Karganovic ponownie posłał ją jednak w ręce przeciwnika. Tym razem piłkę przechwycił Filip Kłoskowski, po czym wykonał świetną akcję powrotną. Formacja prowadzona przez Marka Philmore'a doszła ponownie do czerwonej strefy, ale za uderzenie po akcji została cofnięta o 15 jardów. Ta seria zakończyła się nieudaną czwartą próbą.

Zamiast czekać na dogrywkę, postanowiliśmy zaryzykować i zakończyć mecz w regulaminowym jego czasie.
Demetrius Eaton, linebacker Kozłów

Ostatnią kwartę z piłką zaczynały Diabły i po dobrej serii (ponownie biegach Mittascha) dotarły przed pole punktowe rywali. Jednak chwilę później poznanianie ponownie byli w posiadaniu futbolówki dzięki złemu przekazaniu piłki przez centra do rozgrywającego gospodarzy. Kozły potrzebowały 7 punktów by doprowadzić do dogrywki, jednak poznanianie mieli ciężkie zadanie, gdyż musieli pokonać całe boisko.

Grę na swoje barki wzięli Philmore i Battle. Ich kolejne biegi pozwoliły drużynie z Wielkopolski dotrzeć w okolice 20. jarda od pola punktowego rywali. Kolejne trzy próby były jednak nieudane. Do końca pozostawały już mniej niż 2 minuty więc Kozły były zmuszone grać w czwartej próbie. Kolejne podanie Philmore'a poszybowało do nikogo, ale sędziowie dopatrzyli się uderzenia po akcji liniowego Devils, Laytona Jonesa. 15 jardów kary oznaczało, że goście potrzebowali pokonać już tylko 10 jardów by zdobyć upragnione przyłożenie. Jednym biegiem ten dystans pokonał Battle i Diabły prowadziły raptem 7:6.

Goście postanowili postawić wszystko na jedną kartę – spróbowali podwyższyć za dwa punkty. Przy wprowadzeniu piłki do gry nastąpiło jednak nieporozumienie między centrem a rozgrywającym i piłkę przejęli Devils. Dzięki temu błędowi wrocławianie mogli celebrować 6 z rzędu zwycięstwo w Toplidze.

- To był mecz defensyw. Naszej udało się na szczęście zatrzymać Kozły aż do samego końca – powiedział Wojciech Andrzejczak, linebacker Devils. - Zwycięstwo, to zwycięstwo, ale mamy nad czym pracować. Nasz następny przeciwnik, to przecież Warsaw Eagles, z którym zagramy na wyjeździe- dodał.

- Decyzję o podwyższeniu musieliśmy podjąć bardzo szybko. Wiedzieliśmy, że Devils grają u siebie, mają dobry atak. Zamiast czekać na dogrywkę, postanowiliśmy zaryzykować i zakończyć mecz w regulaminowym jego czasie – podsumował Demetrius Eaton, linebacker Kozłów. - Nie udało się, ale i tak uważam, że nasza drużyna może być zadowolona z postępu jakiego dokonała w ostatnich tygodniach. Mam nadzieję, że dostaniemy szansę na rewanż z Diabłami w półfinale – dodał Amerykanin.

Wśród graczy ofensywy Devils kolejne dobre spotkanie rozegrał Niles Mittasch, który brał na swoje barki ciężar zdobywania większości jardów. W obronie twardo zagrali, przede wszystkim, liniowi gospodarzy, którzy wielokrotnie nie pozwalali rozpędzić się running backom i ich rozgrywającemu gości.

W szeregach Kozłów o zdobywanie jardów dbali przede wszystkim Mark Philmore i Deante Battle. Ten drugi brylował też w obronie, często jako ostatnia instancja defensywy przerywając akcje rywali.

Swój kolejny mecz ligowy Devils rozegrają 3 czerwca. W stolicy zmierzą się z Warsaw Eagles. Dzień wcześniej, 2 czerwca, Kozły zagrają na wyjeździe z AZS Silesią Rebels.


Devils Wrocław Kozły Poznań 7:6 (0:0, 7:0, 0:0, 0:6)

II kwarta
7:0 przyłożenie Grzegorza Mazura po 77-jardowej akcji powrotnej po odkopnięciu Kozłów (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)

IV kwarta
7:6 przyłożenie Deante Battle po 11-jardowej akcji biegowej


Mecz obejrzało 400 widzów.