Odbić się od dna

5 maj 2016

W niedzielę o godzinie 12:00, na stadionie MOSRiRu w Szczecinie, zostanie rozegrany mecz szóstej kolejki Topligi. W tym spotkaniu Husaria Szczecin podejmie Kozły Poznań.

Gospodarz: Husaria Szczecin (1-3)
Gość: Kozły Poznań (0-3)
Data i godzina: 8 maja, godz. 12:00
Stadion: MOSRiR, ul. Witkiewicza 72, Szczecin
Liga: Topliga
Bilety: Wstęp wolny

Gospodarze niedzielnego spotkania chcą zrewanżować się poznańskiemu rywalowi za porażkę 20:36 z poprzedniego sezonu. Dodatkowo atmosferę podgrzewa stawka meczu, ponieważ ewentualna wygrana z Kozłami zapewni Husarzom piąte miejsce w tabeli. Oznacza to, że w drugiej części sezonu, który będzie miał formułę zmagań o dziką kartę, szczecinianie zagrają zapewne znów na własnym boisku z Warsaw Sharks, których w tym sezonie już raz rozgromili.

Możemy mieć jeszcze problemy, ponieważ zmieniła się koncepcja gry, ale zawodnicy nabrali nadziei na dobrą zmianę wraz z powrotem nowego-starego trenera Olafa Wernera.
Piotr Krakowski, drugi trener Husarii

Dla Kozłów znaczenie tego pojedynku jest jeszcze większe. Triumf pozwoli im uniknąć ostatniego miejsca w tabeli, które oznacza konieczność walki w barażach z wicemistrzem pierwszej ligi o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Będzie to główne zadanie dla klubu, który boryka się z problemami kadrowymi i zakontraktował tylko jednego amerykańskiego gracza. Na mecz w Szczecinie Kozły przyjadą jedynie w 30-osobowym zestawieniu. Mimo tego są dobrej myśli: - Nasze szanse w starciu z Husarią obstawiam na 50 procent. Mecz powinien być wyrównany. Pojedynek ze szczecinianami może być okazją do odbicia się od dna, ponieważ to rywal najbliższy nam poziomem. Będziemy upatrywać w Szczecinie naszego pierwszego zwycięstwa w tym sezonie. Oni też przechodzą kryzys i również zaliczyli wysoką przegraną z Warsaw Eagels, więc w tej chwili wszystko może się zdarzyć. Pamiętajmy, że w zeszłym roku niespodziewanie ich pokonaliśmy na wyjeździe – mówi Bartosz Wika, manager Kozłów.

Husaria miała w tym roku inne plany. Klub ponownie ściągnął czwórkę zagranicznych zawodników, którzy sprawdzili się w minionym sezonie i optymistycznie rozpoczęto zmagania myśląc co najmniej o powtórzeniu zeszłorocznego osiągnięcia – piątego miejsca w Toplidze. Ale trzy porażki w czterech meczach zepchnęły szczecinian na szóstą lokatę. Aktualna sytuacja klubu w lidze jest zaskoczeniem dla działaczy, zawodników i na pewno kibiców. Mecz z Kozłami jest szansą na odbicie się od dna.

- Myślę, że Kozły są w jeszcze głębszym dołku niż my, dlatego mamy większe szanse. Dla nas to ostatnia okazja na dobry występ, ponieważ Poznań jest najsłabszy w lidze. Jednak zawsze nasze mecze były trudne i wyrównane, więc spodziewam się wojny nerwów. Wiem, że wciąż mają silną defensywę z Szymonem Barczakiem w środku obrony. Na tego zawodnika musimy szczególnie uważać. Ich ofensywy raczej się nie boimy, ponieważ nasza defensywa jest dobrze przygotowana do tej konfrontacji – mówi Piotr Krakowski, drugi trener Husarii Szczecin.

Słabe wyniki jego zespołu tłumaczone są zmianą głównego szkoleniowca. Drużynę w tym roku przejął Toko Pfeiffenberger, ale zrezygnowano z jego usług niecałe trzy tygodnie temu. Obecnie na to miejsce ponownie sprowadzono Olafa Wernera, autora dwóch mistrzostw pierwszej ligi i awansu szczecinian do Topligi. Już raz oficer Bundeswehry wyciągał Husarię z dna i wtedy serię porażek zamienił na ustanowienie historycznego rekordu ligi w postaci największej serii zwycięstw. Jednak kluczowym problemem będzie wprowadzenie nowej taktyki Wernera. Drużyna potrzebuje czasu by doszlifować strategię i wyćwiczyć zagrywki. Na pewno można spodziewać się poprawy w defensywie, w której prowadzeniu ten trener jest specjalistą.

- Przeszliśmy dużą zmianę po zwolnieniu Pfeiffenbergera, który na co dzień jest prezesem i trenerem Capitol Colts Berlin. Umawialiśmy się, że to my będziemy jego priorytetem, ale wyszło inaczej. Możemy mieć jeszcze problemy, ponieważ zmieniła się koncepcja gry, ale zawodnicy nabrali nadziei na dobrą zmianę wraz z powrotem nowego-starego trenera Olafa Wernera. Atmosfera w drużynie jest dobra, w Gdyni zawodnicy schodzili z boiska zadowoleni i dumni, że staraliśmy się godnie zaprezentować na tle mistrza. Mieliśmy dwa tygodnie, żeby się przygotować i wprowadzić zmiany, więc teraz musi być lepiej – zapowiada Krakowski.

- Może Husarze mają trudności ze sztabem trenerskim, ale ci czterej importowani zawodnicy robią różnicę. Ich obawiamy się najbardziej. Jeśli chodzi o polskich futbolistów to jesteśmy na podobnym poziomie, ale przewaga liczebna jest po ich stronie - mamy problemy kadrowe, więc mogą nas pokonać kondycyjnie. Osobiście liczę, że nasz doświadczony rozgrywający Patryk Barczak poprowadzi klub do zwycięstwa i że ofensywa zdobędzie więcej punktów – zastanawia się Wika.

Czy tak będzie czy też gospodarze wspierani przez kibiców odeprą atak Kozłów? Przekonamy się już w niedzielę.

Mateusz Żegliński
mateusz.zeglinski@gmail.com
Biuro Prasowe PLFA