Nie dla Kozłów awans

4 cze 2016

W rozegranym w sobotę 4 czerwca meczu Rundy Dzikich Kart Topligi drużyna Warsaw Eagles pokonała na własnym boisku Kozły Poznań 36:7.

Warszawianie przystępowali do starcia z bilansem 3-3 z czwartej lokaty w tabeli natomiast poznanianie z dorobkiem 0-6 zajmowali ostatnie stanowisko. Mimo tej różnicy w położeniu zespoły zmierzyły się w tym spotkaniu o prawo do dalszej walki o ostatnie, czwarte miejsce w półfinałach Topligi. Dla awansujących co rok do fazy play-off Orłów była to zatem konfrontacja kluczowa. Nic dziwnego, że już od pierwszych akcji zaatakowali szybko i skutecznie...

Dzisiaj wystąpiliśmy bez trzech Amerykanów, którzy regenerują się przed ostatnią fazą sezonu, ale poradziliśmy sobie dobrze a przy tym rezerwowi mieli okazję zebrać doświadczenie. Dlatego tak ważne jest posiadanie bardzo dobrego polskiego trzonu drużyny.
Karol Żak, rozgrywający Warsaw Eagles

Mimo braku trzech Amerykanów (rozgrywającego Gregory`ego Watsona, biegacza Andre Whyte`a i występującego na safety Charlesa McCrea) Eagles dobrze radzili sobie w ofensywie, którą skutecznie sterował Karol Żak. Za sprawą jego biegu i podań do skrzydłowego Tomasza Ochnio warszawianie znaleźli się pod polem punktowym już w swojej pierwszej serii. Niezbędne formalności do uzyskania przyłożenia wypełnił Witold Szpotański.

Jednak nie był to koniec stołecznego natarcia. Przy kick offie wykonywanym przez gospodarzy fatalny w skutkach błąd przy odbiorze popełnili poznanianie, którzy nie opanowali futbolówki. Piłkę odzyskał Michał Śpiczko zaś Orły zyskały kolejną szansę na atak i to z dobrego miejsca. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Wystarczyło podanie do Piotra Pamulaka, który przesunął znaczniki na tyle blisko pola punktowego, że wystarczył ponownie tylko jeden bieg Szpotańskiego, żeby podwyższyć prowadzenie.

Kozły znowu miały problemy z odbiorem kick-offu i swój atak zaczynały z niedogodnej pozycji. Piłkę kierowały bezpośrednio do swojego asa – Emilio Dangote, który jednak tego dnia zupełnie nie mógł znaleźć recepty na zagęszczoną, na linii wznowienia, defensywę warszawian. Po nieudanych trzech próbach goście musieli ratować się puntem. Odkopnięcia nie były tego dnia mocną stroną ekipy przyjezdnych. Także i to poszybowało wysoko w górę, a nie w głąb pola, wobec czego Eagles znaleźli się w posiadaniu piłki w dogodnym położeniu. Świetną akcją popisał się Pamulak, który po odebraniu podania wykonał obrót, dzięki czemu urwał się rywalom i przebiegł kilkadziesiąt jardów zatrzymany dopiero przez ostatnich obrońców z Poznania. Po chwili kolejny rzut trafił do Tomasza Ochnio, który zaliczył przyłożenie.

Bezradne Kozły próbowały odpowiedzieć, ale problemy ze snapem oraz forsowanie Dangote w ofensywie nie przyniosły skutku. Dopiero na początku drugiej kwarty za sprawą biegów Amerykanina i... kary dla Eagles (15 jardów oraz automatyczna pierwsza próba) udało się gościom znaleźć blisko pola punktowego, co wykorzystał ich rozgrywający – Patryk Barczak, który niemalże zameldował się po przyłożenie. Wielkopolanom udał się również podwyższyć za jeden punkt. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Podania trafiały do Michała Śpiczko i Jakuba Kłoskowskiego, który ostatecznie wbiegł między pylony.

Po przerwie gra wyrównała się zaś Eagles dołożyli do swojego prowadzenia dziewięć punktów. Na więcej nie pozwoliła im defensywa Kozłów, która kilkukrotnie zmusiła rywali do puntu. Ale zdecydowanie gorzej radzili sobie ich koledzy z ataku. Wciąż nie mogli znaleźć sposobu na przełamanie zasieków przeciwnika. Co więcej – sami stracili dwa punkty, kiedy przy próbie odkopnięcia piłkę zablokował Antoni Omondi a futbolówka powędrowała za pole punktowe Kozłów. Dzisiejsze spotkanie utwierdziło poznanian, że faza play-offs w tym sezonie nie jest dla nich. Eagles zaś nadal walczą o prawo wystąpienia w półfinale.

- W pierwszej kwarcie zarówno ofensywa jak i defensywa zagrały bardzo dobrze. Świetnie weszliśmy w ten mecz i wykonywaliśmy założenia przygotowane przez trenerów. Po zdobyciu trzech szybkich przyłożeń w nasze szeregi zaczęło wkradać się rozluźnienie i dlatego tempo spadło. Popełniliśmy dużo błędów, które Kozły skwapliwie wykorzystywały. Dzisiaj wystąpiliśmy bez trzech Amerykanów, którzy regenerują się przed ostatnią fazą sezonu, ale poradziliśmy sobie dobrze a przy tym rezerwowi mieli okazję zebrać doświadczenie. Dlatego tak ważne jest posiadanie bardzo dobrego polskiego trzonu drużyny – podsumował Karol Żak, rozgrywający Warsaw Eagles.

- Widać różnicę klas między zespołami, ale pomimo niekorzystnego rezultatu mogę powiedzieć, że to był dobry mecz w naszym wykonaniu. Graliśmy poprawnie, niektóre błędy z poprzednich spotkań udało się wyeliminować i – co istotne – zdobyliśmy przyłożenie i podwyższenie. W ofensywie zyskiwaliśmy jardy i pierwsze próby, chociaż w kilku sytuacjach zabrakło wykończenia serii, które rozpoczynały się obiecująco z dobrego położenia. Niektórzy nasi futboliści występowali dzisiaj w dwóch czy nawet trzech formacjach, więc mają za sobą wielki wysiłek. Mimo tych przeciwności każdy zawodnik Kozłów dał z siebie wszystko. Widać było zaangażowanie i ambicję. Jako trener nie mogłem oczekiwać więcej – zadeklarował Wojciech Andrzejczak, główny szkoleniowiec poznańskiego zespołu.

Wśród gospodarzy dobrze zaprezentował się Karol Żak, który skutecznie rozdzielał piłki w ofensywie i trzykrotnie podawał na przyłożenie. Mocnym akcentem zaznaczył swój występ Witold Szpotański, który zdobył 12 punktów. Również tyle dostarczyli drużynie dwaj skrzydłowi: Tomasz Ochnio oraz Jakub Kłoskowski. W obronie pięknym i trudnym zagraniem popisał się Antoni Omondi, który zablokował punt rywali w taki sposób, że piłka wyleciała za pole punktowe Kozłów, dzięki czemu zdobył safety. Solidne powalenia rozdzielali: linebacker Tomasz Melaniuk, liniowy Konrad Paszkiewicz oraz safety Cody Smith.

W poznańskich szeregach wyróżnił się rozgrywający Patryk Barczak, który dobrze prowadził ofensywę swojej drużyny. Skrzydłowy Mateusz Patalas odebrał kilka ważnych podań zdobywając dla zespołu istotne jardy. Solidne zawody rozegrał Szymon Barczak występujący dzisiaj jako linebacker, defensywny liniowy oraz center formacji ataku. Przechwytem i piękną, 50-jardową akcją powrotną popisał się Michał Kwinta, grający na pozycji safety.

Następny mecz Eagles rozegrają 18 czerwca. Podejmą wtedy Husarię Szczecin, z którą powalczą o awans do półfinału. Dzień później, również w Warszawie, Kozły zmierzą się z Warsaw Sharks w starciu, którego stawką jest utrzymanie się w lidze.

Warsaw Eagles – Kozły Poznań 36:7 (21:0, 6:7, 7:0, 2:0)

I kwarta
7:0 przyłożenie Witolda Szpotańskiego po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Piotr Pamulak)
14:0 przyłożenie Witolda Szpotańskiego po 20-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Piotr Pamulak)
21:0 przyłożenie Tomasza Ochnio po 25-jardowym podaniu Karola Żaka (podwyższenie za jeden punkt Piotr Pamulak)

II kwarta
21:7 przyłożenie Patryka Barczaka po 6-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Eliasz Brzeszcz) 
27:7 przyłożenie Jakuba Kłoskowskiego po 32-jardowym podaniu Karola Żaka.

III kwarta
34:7 przyłożenie Ignacego Studzińskiego po 10-jardowym podaniu Karola Żaka (podwyższenie za jeden punkt Maciej Walendzik)

IV kwarta
36:7 safety w wyniku zablokowanego punta przez Antoniego Omondi

Mecz obejrzało 250 widzów.

MVP meczu: Karol Żak (rozgrywający Warsaw Eagles)

Marcin Fijałkowski
m.fijalkowski@pzfa.pl
Biuro Prasowe PLFA