Diabły odjechały Kozłom

19 maj 2013

W rozegranym w niedzielę 19 maja meczu 7. kolejki Topligi drużyna Kozłów Poznań przegrała na własnym terenie z Devils Wrocław 14:33.

Oba zespoły przystępowały do tego spotkania po wygranych w swoich poprzednich meczach., ale tylko jeden z nich przeniósł formę z poprzedniego tygodnia do tego pojedynku. Po wyrównanej pierwszej połowie, w drugiej części spotkania goście z Wrocławia pokazali gospodarzom, że mimo ich ostatnich dobrych występów, wciąż brakuje im trochę do najlepszych w kraju. Szczególnie, gdy zmuszeni są grać bez jednej ze swoich dwóch największych gwiazd, skrzydłowego Ivana Pavlovica.

Devils mogli zapunktować już w swojej pierwszej serii, ale na wysokości zadania stanęła defensywa Kozłów. Przechwyt w czwartej próbie sprawił, że na boisko mogła wejść ofensywa poznaniaków. Początkowo w niemal każdej akcji indywidualnie i skutecznie o jardy walczył amerykański rozgrywający Jeffrey Legree. Dopiero na połowie przeciwnika postawił na akcje podaniowe. Już drugie z jego zagrań dotarło do stojącego w polu punktowym Jakuba Kłoskowskiego i miejscowi mogli świętować prowadzenie.

Radość po ich przyłożeniu trwała jednak wyjątkowo krótko. Najpierw świetną akcją powrotną po wykopie popisał się Austin Smith, a w pierwszej ofensywnej próbie podanie Sedricka Harris za ostatnimi obrońcami złapał Grzegorz Mazur. Przez nieudane podwyższenie gości Kozły jeszcze prowadziły, ale tylko jednym oczkiem. Po jednej serii zakończonej puntem każdego zespołu, Devils uderzyli ponownie.  W czterech akcjach z rzędu zdobywali regularnie po 15 jardów, aż w końcu, biegiem z najmniejszej możliwej odległości touchdown zdobył Harris.

Podobna sztuka nie udała się niedługo później gospodarzom. Po długiej serii, w której pomogły im przede wszystkim biegi Legree, a także blisko 30 jardów kary przeciwko wrocławianom, Kozły zatrzymały się na 1. jardzie przed polem punktowym gości. W czterech próbach nie mogły jednak sforsować defensywy Devils, która utrzymała dzięki temu prowadzenie do przerwy.

To nie był jednak na pewno pogrom. Po raz kolejny pokazaliśmy, że nie zaliczamy się do „Topligi B”.
Marcin Śniadecki, prezes Kozłów

Po zmianie stron widowisko stało się zdecydowanie mniej wyrównane. Kozły zaczęły trzecią kwartę od niezłej serii, ale zakończyły ją tylko zablokowanym kopnięciem z pola. To musiało rozkojarzyć gospodarzy, bo dwie akcje później pozwolili running backowi Devils Xavierowi Glennowi wyrwać się z objęć kilku obrońców i zdobyć przyłożenie po 60-jardowym biegu. Gospodarze nie zareagowali na to zbyt pozytywnie, popełniając błąd przy puncie i oddając piłkę wrocławianom na własnym 25 jardzie, co ci chwilę później skrzętnie wykorzystali, zmieniając wynik na 7:26.

Po raz trzeci i ostatni w drugiej połowie Kozły dały zaskoczyć się w jednej z pierwszych akcji czwartej kwarty. U Devils nastąpiła w niej znana już z poprzednich spotkań zamiana miejsc: podającym został Grzegorz Mazur, a odbierającym i mogącym świętować kolejne przyłożenie nominalny rozgrywający Sedrick Harris. Po tym przyłożeniu i nieco chaotycznej końcówce spotkania, niespodziewanie ostatnią szansę na poprawę swoich humorów dostali jeszcze gospodarze. Devils zgubili piłkę na własnym 20. jardzie. Dzięki temu w ostatnich sekundach spotkania Legree mógł w czwartej próbie znaleźć w polu punktowym Trawińskiego. Ustalił tym samym wynik na 33:14 na korzyść gości.

- W Poznaniu nigdy nie gra się łatwo. Zawsze jest też tak, że z Kozłami pierwszą połowę wygrywamy nieznacznie, ale rozkręcamy się w drugiej. Najważniejsze dla nas to, że zakończyliśmy ten mecz bez żadnych kontuzji - skomentował Seweryn Plotan, manager Devils. - Nigdy nie jest tak, że drużyna ściągnie quarterbacka i od razu jest najlepsza. Było widać różnicę, bo nawet jeśli miał czas rzucić, to skrzydłowi byli kryci albo nie łapali podań. W Kozłach jest potencjał, co zawsze podkreślałem. Są materiałem na świetną drużynę, ale wciąż dużo pracy muszą wykonać polscy zawodnicy – dodał.

- Zabrakło dziś naszej „amunicji”, Ivana Pavlovica. Polscy skrzydłowi robili, co mogli, ale jednak brak naszej największej broni w ataku był bardzo widoczny i w tym głównie upatruję przyczyn porażki - skomentował Marcin Śniadecki, prezes Kozłów. - To nie był jednak na pewno pogrom. Po raz kolejny pokazaliśmy, że nie zaliczamy się do „Topligi B” - dodał.

W szeregach Diabłów prym, podobnie jak w meczu z Seahawks, wiódł Sedrick Harris, który dbał o zdobywanie jardów zarówno po akcjach biegowych, jak i podaniach do Karola Pełechatego, bądź Dawida Tarczyńskiego. Słowa uznania należą się też całej defensywie, która niemal natychmiastowo zatrzymywała każdego z biegaczy, którym Legree, od czasu do czasu, oddawał piłkę.

Wśród Kozłów wyróżnił się ich rozgrywający, Jeffrey Legree i skrzydłowi, do których najczęściej adresował podania: Bartosz Trawiński, Filip Kłoskowski i Krzysztof Owsianowski.

Kolejny mecz Kozły rozegrają 1 czerwca, gdy na wyjeździe zmierzą się z Seahawks Gdynia. Devils wybiegną ponownie na boisko już 25 maja, żeby zagrać zaległe spotkanie z Zagłębie Steelers Interpromex.


Kozły Poznań - Devils Wrocław 14:33 (7:6, 0:8, 0:12, 7:7)

I kwarta
7:0 przyłożenie Jakuba Kłoskowskiego po 20-jardowej akcji po podaniu Jeffrey'a Legree (podwyższenie za jeden punkt Szymon Barczak)
7:6 przyłożenie Grzegorza Mazura po 50-jardowej akcji po podaniu Sedricka Harrisa

II kwarta
7:14 przyłożenie Sedricka Harrisa po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Dawid Tarczyński po podaniu Sedricka Harrisa)

III kwarta
7:20 przyłożenie Xaviera Glenna po 60-jardowej akcji biegowej
7:26 przyłożenie Dawida Tarczyńskiego po 1-jardowej akcji po podaniu Sedricka Harrisa

IV kwarta
7:33 przyłożenie Sedricka Harrisa po 50-jardowej akcji po podaniu Grzegorza Mazura (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)
14:33 przyłożenie Bartosza Trawińskiego po 1-jardowej akcji po podaniu Jeffrey'a Legree (podwyższenie za jeden punkt Szymon Barczak)


Mecz obejrzało 400 widzów.

MVP meczu: Sedrick Harris  (rozgrywający Devils Wrocław)