Kozły własnego losu

5 cze 2013

Zespół z Poznania już drugi tydzień z rzędu straszy mocniejszych rywali. Do pełni szczęścia znów brakło jednak udanej drugiej połowy chociaż tym razem kilka szczęśliwszych odbić zgubionej piłki, a goście byliby naprawdę blisko zrobienia niespodzianki w Gdyni.

Zaczęło się od rewolwerowej niemal strzelaniny. Pierwsze uderzyły Kozły, bo udało im się już w drugiej akcji przejąć podbite podanie na 20 jardzie Seahawks. Krótką serię wykończył biegacz Jared Chunn, który tym samym przywitał się też z Topliga. Odpowiedź Jastrzębi była natychmiastowa, w przejściu większości boiska pomogły najważniejsze postaci ich ofensywy, a o punkty zadbał blisko 30-jardowym rajdem Gaweł Pilachowski.

Zachwiana kolejność
Poznaniacy, po nieco mniej pewnym zbiorze akcji znów wyszli na prowadzenie. Jeffrey Legree trzy razy z rzędu szukał swoimi podaniami Ivana Pavlovica, który trzy razy okazał się lepszy od Petera Plesy (jedna flaga za defensive pass interference, 20 jardów i na końcu touchdown). Następne posiadanie i znowu obrona jest przez większość czasu tylko tłem dla ataku żółto-czarnych: najwięcej pomaga złapane podanie Jeremy'ego Dixona i 15 jardów za faul w tej samej akcji. Opór Kozłów zwiększa się dopiero przed samym polem punktowym, ale Seahawks zdobywają ostatni jard w czwartej probie (znów Pilachowski).

Kolejność zdobywania przyłożenia zachwiała dopiero akcja, w której uderzony Legree zgubił piłkę na własnym 5 jardzie. Podanie Ferniego Garzy do Patryka Kordysia dało pierwsze prowadzenie dnia dla Jastrzębi. Zmotywowana obrona liczyła pewnie na kolejne zatrzymanie gości z Wielkopolski, ale ich atak nadal się nie poddawał. Rozgrywający Kozłów nadal tańczył między próbującymi powalić go liniowymi i znów trzy razy z rzędu z powodzeniem próbował znaleźć tego samego skrzydłowego. W tej serii był nim Patryk Barczak, któremu zespół zawdzięczał zdobycie blisko 80 jardów. To on złapał też podanie na przyłożenie po kolejnej popisowej serii ucieczek Legree przed defensorami. Efekt? Znów remis, 21:21.

Uśmiechy losu
Kolejne momenty meczu, to początek budowania przewagi Seahawks, która będzie się zwiększała do końca spotkania. Wszystko mogło jednak potoczyć się zupełnie inaczej gdyby piłka zgubiona przez Pilachowskiego na 10 jardzie Kozłów nie wypadła za linię boczną, mimo że w świetnej pozycji do podniesienia jej było dwóch defensorów. Niewykorzystana szansa zemściła się już akcję później, gdy Dixon złapał trzeci podanie w tej serii i dzięki blokom dwóch skrzydłowych wbiegł nietknięty w pole punktowe.

Przegrywający poznaniacy w swoim następnym posiadaniu po raz pierwszy zostali zmuszeni do puntu. Odkopnięcie było udane, futbolówkę złapał Peter Plesa, ale po przebiegnięciu kilku jardów i kontakcie z rywalami... wypuścił ją z rąk. Na domiar złego dla gospodarzy piłka zaczęła toczyć się do tyłu. Goniło ją czterech graczy Kozłów i osamotniony Dixon, ale goście nie wykorzystali również tej okazji na odwrócenie losów spotkania, bo amerykański skrzydłowy uratował sytuację. Seahawks zaczynali co prawda na własnym „przedpolu”, ale i to nie było im straszne. 13 akcji później (podania do Blumy w trzeciej próbie, biegi Pilachowskiego w czwartej, podanie do Kordysia, który mimo podwójnego krycia złapał przyłożenie) i tak jeszcze podwyższyli swoje prowadzenie do 35:21.

Do trzech razy sztuka
Do przerwy pozostawało 21 sekund więc Kozły mogły po prostu zagrać jeden bieg i zejść z boiska, ale postanowiły, że Legree ma wystarczająco dużo siły w ramieniu, żeby jednak spróbować szczęścia. Wreszcie dobry bieg zaliczył Chunn dzięki czemu goście doszli do połowy boiska, ale na zegarze zostały tylko 3 sekundy. 50 jardów? Cóż to jest dla duetu Legree-Pavlovic! Amerykański quarterback rzucił piłkę licząc na cud i ten cud wyprosił, mimo że wydawało się, że zamiast przyłożenia akcja zakończyła się przechwytem Plesy. Pavlovic zdołał ją jednak jakoś wyrwać z rąk obrońcy i stojący metr od całego zamieszania arbiter podniósł w górę ręce. Po podwyższeniu za dwa punkty to poznaniacy schodzili na przerwę w lepszych nastrojach, mimo że przegrywali 29:35. Na dodatek, to oni mieli odbierać piłkę po pierwszym wykopie w drugiej części meczu.

I co z tym wykopem zrobili? Jeden z ich graczy złapał piłkę, ale niepotrzebnie spróbował ją odrzucić do biegnącego za nim kolegi z zespołu. Efekt. Strata i posiadanie Jastrzębi. Na szczęście gości, nie zakończyło się ono przyłożeniem, bo Kozły zatrzymały rywali w czwartej próbie. Że jednak ich atak nie przyniósł żadnych zdobyczy jardowych, musieli odkopywać. Świetny powrót Plesy oznaczał, że gra jeszcze ani na moment nie przeniosła się na drugą połowę. 20 jardów do przejścia jednak i tym razem okazało się dystansem zbyt trudnym do pokonania. Obrona Kozłów zatrzymała bieg Dixona w czwartej próbie, o dwa jardy od pola punktowego. To powinno podnosić na duchu i motywować, prawda? Cóż, w przypadku poznaniaków przełożyło się tylko na trzy akcje ofensywne i punt, który przez zły snap zamienił się w nieudaną akcję biegową puntera. Seahawks dostali piłkę za darmo na 3 jardzie i tej, trzeciej już z rzędu świetnej okazji nie zmarnowali.

Nadal w formie
Po tym przyłożeniu wydaje się, że coś w gościach pękło (szczególnie, że morale obniżył im też widok odwożonego w tym momencie do szpitala Pavlovica). Ich ofensywa znów musiała puntować, co Seahawks wykorzystali już akcję później po jednym długim podaniu Garzy do skrzydłowego. 50:29 nie wyglądało już tak dobrze. Sytuację poprawiło co prawda nieco kolejne posiadanie, w którym poznaniacy doszli w okolice pola punktowego (biegi Legree i Chunna, a także ładnie wymyślona akcja z  podaniem do Jakuba Kłoskowskiego) i przy odrobinie szczęścia znów zmniejszyli straty. Na Seahawks nie robiło to wrażenia: kolejne cztery biegi Gawła Pilachowskiego, a później jedno podanie do Dixona oznaczało zwiększenie wyniku do 57:35. Na domiar złego po wykopie Barczak zgubił piłkę. Jastrzębie nie skorzystały co prawda z tej uprzejmości, ale z kolejnej takiej z rzędu (punt wyżej niż dalej) nie mogły już zrezygnować, ustalając wynik na 62:35.

Kozły próbowały do końca, ale więcej przyłożeń już nie zdobyły. Swoich ofensywnych zdobyczy nie musieli się wstydzić tak czy inaczej, bo gospodarzom tylu punktów nie wbił w tym sezonie jeszcze nikt (łącznie z Devils Wrocław). Gorzej prezentują się punkty stracone, ale o nie nie można mieć pretensji wyłącznie do defensywy, która przez zgubione piłki w formacjach specjalnych często była stawiana w beznadziejnych sytuacjach, a i tak wychodziła z nich... obronną ręką. Różnicę robił przede wszystkim Jeremy Dixon, który łapał podania na przyłożenia nawet kryty przez dwóch graczy z Poznania (szczególnie jeśli żadnym z nich nie był Pavlovic). Człowiekiem od wszystkiego był natomiast Pilachowski: zdobywał jardy w pierwszych próbach ułatwiające dalsze planowanie tak samo często, jak w czwartych, gdy wciągnięci za daleko liniowi mogli tylko patrzeć jak numer 49 ich mija.

Podsumowując, Mistrzowie Polski nadal w formie, ale poznaniacy będą chyba trochę żałowali, że nie zrobili w tym meczu jeszcze więcej. Rzeczywiście szczęście im nie dopisywało, a to w pojedynku z lepszym rywalem jest bardzo potrzebne, ale to nie jest wymówka. Mogli zostać kowalami (Kozlami?) własnego losu i jeszcze walczyć o półfinały Topligi. Porażka oznacza, że takie plany będą musiały poczekać przynajmniej do przyszłego roku. Jeśli tempo progresu się utrzyma, nie powinno być z tym kłopotów.


Seahawks Gdynia - Kozły Poznań 62:35 (14:14, 21:15, 15:6, 12:0)

I kwarta
7:0 przyłożenie Jareda Chunna po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Szymon Barczak)
7:7 przyłożenie Gawła Pilachowskiego po 26-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Jakub Fabich)
7:14 przyłożenie Ivana Pavlovica po 15-jardowej akcji po podaniu Jeffrey'a Legree (podwyższenie za jeden punkt Szymon Barczak)
14:14 przyłożenie Gawła Pilachowskiego po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Jakub Fabich)

II kwarta
21:14 przyłożenie Patryka Kordysia po 8-jardowej akcji po podaniu Ferni’ego Garzy (podwyższenie za jeden punkt Jakub Fabich)
21:21 przyłożenie Patryka Barczaka po 8-jardowej akcji po podaniu Jeffrey'a Legree (podwyższenie za jeden punkt Szymon Barczak)
28:21 przyłożenie Jeremy'ego Dixona po 20-jardowej akcji po podaniu Ferni’ego Garzy (podwyższenie za jeden punkt Jakub Fabich)
35:21 przyłożenie Patryka Kordysia po 14-jardowej akcji po podaniu Ferni’ego Garzy (podwyższenie za jeden punkt Jakub Fabich)
35:29 przyłożenie Ivana Pavlovica po 43-jardowej akcji po podaniu Jeffrey'a Legree (podwyższenie za dwa punkty Szymon Barczak)

III kwarta
43:29 przyłożenie Jeremy'ego Dixona po 10-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Jeremy Dixon po podaniu Ferni’ego Garzy)
50:29 przyłożenie Pawła Fabicha po 26-jardowej akcji po podaniu Ferni’ego Garzy (podwyższenie za jeden punkt Jakub Fabich)
50:35 przyłożenie Jareda Chunna po 17-jardowej akcji po podaniu Jeffrey'a Legree

IV kwarta
56:35 przyłożenie Jeremy'ego Dixona po 23-jardowej akcji po podaniu Ferni’ego Garzy
62:35 przyłożenie Jeremy'ego Dixona po 22-jardowej akcji po podaniu Ferni’ego Garzy


Mecz obejrzało 900 widzów.

MVP meczu: Jeremy Dixon (skrzydłowy Seahawks Gdynia)