Mecz bez niespodzianki?

12 cze 2013

Wynik 50:0 niby daje wyraźną odpowiedź. Ale rosnące w siłę Kozły w tym sezonie nieustannie zaskakują swoją coraz bardziej poukładaną grą. Zaś i Spartanie prezentują się jakby nieco lepiej niż zwykle. Lub mówiąc dosadniej... mniej tragicznie niż w innych meczach.

Kozły wygrywają losowanie i ustawiają się do odbioru kickoffu. Na silnie kopniętą piłkę czeka już Jared Chunn, ale po kilkunastu jardach biegu dopada do niego Mateusz Wroński i obala bez większych problemów. Goście rozpoczynają swoją pierwszą ofensywną serię z okolic własnego 25. jarda. Do boju prowadzi ich Jeffrey Corleone Legree, który w drugiej akcji popisuje się kilkunastojardowym biegiem i notuje pierwszą próbę. Tyle, że w następnym podejściu gubi się w ferworze walki na linii wznowienia i dość beztrosko odrzuca piłkę, którą łapie Mateusz Gołoś ze stołecznej drużyny. Tym samym Spartanie dostają piękny prezent – posiadanie w okolicach połowy boiska. Do ataku rusza Artur Makara, który z miejsca zdobywa dziewięć jardów. Ale w drugim podejściu od razu obala go Paweł Muzolf. Tomasz Znidericz próbuje rozciągnąć grę i rzuca do Bartłomieja Duchnowskiego a ten zabezpiecza nowy zestaw prób. Następne podanie nie dociera do Tomasza Ochnio, bo przecina je obrońca z Poznania. Kolejna futbolówka leci do Makary, który zalicza pięć jardów. Tyle, że w następnej akcji momentalnie zatrzymuje go Szymon Barczak. Zagraniem ostatniej szansy ma być podanie do Ochnia, ale nie dociera do adresata i Spartanie oddają posiadanie. Z tego miejsca Kozły potrzebują... jednego zagrania, żeby zdobyć punkty. Piłkę posyła Legree a odbiera Chunn.

Legree zatrzymany
W swojej serii gospodarze nie pokazują nic specjalnego a ich posiadanie kończy się niemal tak szybko jak się zaczęło. Po krótkiej akcji powrotnej następuje jeszcze słabsza biegowa w wykonaniu Makary, która daje... minus cztery jardy. A po chwili podanie Znidericza omal nie pada łupem Filipa Kłoskowskiego. Kolejne zbija Bartosz Wilk. Nadchodzi pora na punt, który odbiera Chunn i dobiega do 30. jarda. Tutaj zaczynają się męczarnie Kozłów. Legree dwoma biegami zabezpiecza pierwszą próbę. Potem dwukrotnie usiłuje dograć do kolegów pod pole punktowe, ale najpierw nie udaje się to z Radosławem Ciecierskim a potem z Krzysztofem Cymbrowskim. Wobec tego rozgrywający stara się ponownie sam pobiec, ale dynamiczny zryw kończy się poślizgiem i upadkiem. Z opresji gości ratuje Chunn, który łapie podanie i zdobywa nowy zapas podejść. Ale po chwili Kozły patrzą zdumione jak Marcin Goc dopada do ich rozgrywającego i powala go na ziemię na stratę 10 jardów. Po chwili tę sztukę powtarza Tomasz Barański zaś Legree jest bezradny. W następnej akcji podaje, ale piłka nie dociera do skrzydłowego. Z czwartą próbą i kilkudziesięcioma jardami do zdobycia Kozłom nie pozostaje nic innego jak odkopywać piłkę. Obrona Spartan zalicza świetną serię rozbijając atak rywali. Tyle że warszawska ofensywa nie spisuje się już tak piorunująco. Pierwsze podanie jest za wysokie i przekracza fizyczne możliwości Jakuba Szymczyny. Serię podtrzymuje Ochnio, który najpierw biegiem zdobywa trzy jardy a potem łapiąc piłkę od Znidericza zabezpiecza pierwszą próbę. Ale na tym koniec. Potem na cztery rzuty tylko jeden dociera do warszawianina – Adriana Sawickiego. Zaś inny omal nie trafia w ręce przeciwników. Pozostałe dwa spadają na ziemię. Tak kończy się posiadanie Spartan.

Amerykańska złość
Goc po raz kolejny dopada do rozgrywającego Kozłów. Legree ma tego dnia duże problemy – linia ofensywna zdaje się często przepuszczać obrońców z Warszawy. Amerykanin mimo że chciałby poszaleć niczym jego krajanie w innych ekipach to wydaje się, że ma mniejszy potencjał i zamiast efektownych rajdów dostarcza efektownych... powaleń dla rywali. Tak też dzieje się po chwili, kiedy Legree decyduje się na bieg. Zdobywa cztery jardy, ale szybko dopadają go obrońcy. W następnych akcjach podaje do Radosława Ciecierskiego i Chunna, ale bez efektów. Wściekły na wszystkich schodzi za linię boczną i kopie wszystko, co napotka po drodze złorzecząc na swoich kolegów i bezceremonialnie upominając ich, żeby łapali piłki. Tymczasem w ofensywie ustawia się formacja Spartan, która jednak ekspresowo, po kilku nieudanych podaniach udaje się za linię boczną a ostudzony Legree wraca do gry. Jego podanie łapie Chunn, ale szybko ląduje powalony przez rywali. Następną piłkę chwyta Bartosz Hendrys i Kozły cieszą się z pierwszej próby. Kolejny bieg rozgrywającego udaje się zatrzymać dopiero Mateuszowi Wrońskiemu pod polem punktowym, ale wcześniejszy holding i tak cofa całą akcje. Kozły są w trudnym położeniu, które poprawia kilkunastojardowy rajd Chunna a po chwili bieg Legree, który zanim dopadnie do niego Piotr Sitek, zdobywa pierwszą próbę. Później dwa udane rzuty, z których jeden trafia do Chunna a drugi do Cymbrowskiego przesuwają poznanian niedaleko od pola punktowego. Tu formalności dopełnia Legree. A po chwili imponującym, nieco szalonym skokiem na ścierające się linie, podwyższa wynik o dwa.

Obrona w... ofensywie
Spartanie ruszają do ataku. Tyle, że początek jest niemal tak tragiczny jak końcówka tej serii. Ale po kolei. Najpierw do Znidericza dopada Marcin Śniadecki i powala go na stratę ośmiu jardów. Potem warszawski rozgrywający posyła dwa udane podania. Najpierw do Adriana Sawickiego a potem do Makary, który otrzymuje tak potężny tackle od Pawła Muzolfa, że schodzi z boiska trzymając się za obolałe żebra. Spartanie próbują przełamać obronę rywali dwoma biegami Ochnia, który zabezpiecza pierwszą próbę. Znidericz decyduje się na podanie, które omal nie pada łupem Kłoskowskiego. Limit szczęścia rozgrywającego Spartan kończy się przy kolejnym rzucie, który łapie Hubert Chudy i wraca z piłką aż po przyłożenie. A już kilka akcji później sytuacja się powtarza tyle, że tym razem to Legree notuje przechwyt i sześć punktów. Kończy się pierwsze połowa, w której poznańska formacja ataku i obrony niemal po równo dzielą się zdobyczami.

Prawie warszawskie przyłożenie
Po przerwie ofensywa gości punktuje trzykrotnie za sprawą Chunna podwyższając wynik na 50:0. Spartanie kilkukrotnie przypominają o swoim istnieniu. Najdobitniej w obronie, w której Goc najpierw zbija podanie Legree a później bez większych problemów obala tego zawodnika. W ofensywie zaś warto wspomnieć o jednej serii gospodarzy. Mateusz Wroński odbiera podanie i zabezpiecza pierwszą próbę. Później co prawda piłki omal nie przejmuje Maciej Banach, ale Kozły za sprawą kary tracą 15 jardów. Spartanie momentalnie przemieszczają się w tej serii pod pole punktowe rywali. Kiedy Sawicki łapie podanie są już tuż tuż od upragnionych punktów. Dwa jardy biegiem dokłada Makara zaś kibice miejscowych są w euforii. Kiedy wydaje się, że przyłożenie to tylko kwestia czasu bańkę przekuwa Chudy notując drugi w tym meczu przechwyt.

Można zaryzykować stwierdzenie, że Spartanie rozegrali swój – jak dotąd – jeden z lepszych meczów w Toplidze. W obronie kilkukrotnie zaskoczyli rywali szybko i sprawnie powalając Amerykanów a także zmuszając przeciwników do puntu. W ataku tradycyjnie szło im słabo, ale jedna seria wyglądała całkiem obiecująco a ustawowi zdobywcy pierwszych prób w postaci Ochnia czy Makary rozegrali niezłe spotkanie. Problem jest taki, że Znidericz rzuca wiele przechwytów, co dramatycznie rozbija Spartan. W starciu z Kozłami dwa przejęcia zostały z miejsca zamienione na przyłożenia. Kolejne trzy pośrednio przyczyniły się do następnych punktów. A jeszcze jeden zakończył szansę na własną zdobycz. Wygląda to bardzo słabo i mimo walecznej postawy to wszystko wciąż jakieś 50 punktów oddalenia od topligowej galaktyki...

Dla Kozłów za to... pochwał nigdy dość. To, co „wyprawiają” w tym sezonie jest niesamowite. Starcie w Warszawie – mimo że nie zagrał Ivan Pavlovic – po raz kolejny pokazało potencjał tej ekipy, który wydobył na światło dzienne Jacek Wallusch oraz transfer zagranicznych zawodników. Z nieco chaotycznej zbiorowości silnych, ale niepoukładanych graczy powoli tworzy się silna drużyna. To wspaniale wróży Toplidze 2014!

Nie było najgorzej
Z Marcinem Gocem, linebackerem Warsaw Spartans, rozmawiał Marcin Fijałkowski.

Kolejna wysoka przegrana, ale zaprezentowaliście się już nieco lepiej.
W obronie robiliśmy, co się dało. Zanotowaliśmy kilka udanych akcji, w których zatrzymaliśmy rywali bardzo szybko w kolejnych podejściach. To skutkowało zakończeniem serii przeciwników i szansami dla naszej ofensywy. Ta formacja zdobywała pierwsze próby, ale niestety kilka razy zakończyła pobyt na murawie rzutem piłki do przeciwnika. A ci łatwo zamieniali te prezenty na kolejne przyłożenia. Można wiele rzeczy było zrobić lepiej, ale ogólnie - nie było najgorzej.

Co szwankuje w defensywie?
Krycie skrzydłowych – nie możemy pozwolić, żeby uciekali naszym zawodnikom za plecy. Musimy ich mieć przed sobą, na widoku i pod kontrolą. Nie mogą nas wyprzedzić nawet o jard, bo nie jesteśmy w stanie ich później dogonić i punktują. Ogólnie obrona nie jest najgorsza – nawiązuje walkę z przeciwnikiem. Dzisiejszy - Kozły - to silny i zgrany zespół. Staraliśmy się ich zatrzymać, co czasem się udawało. Ale wciąż potrzebujemy dużo czasu, żeby dostosować defensywę do standardów Topligi. Musimy wszystko poukładać. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będziemy radzić sobie lepiej.

Z miesiąca na miesiąc jest lepiej?
Progres widać. Niestety jest bardzo powolny. Początki to wyjazd do Gdyni, gdzie – mimo wysokiego wyniku – pojawiły się jakieś przebłyski. Staramy się przeć do przodu i dograć ten sezon. Pomimo wielu kontuzji i braku zawodników zauważamy powolne postępy w swojej grze.

Wyczuwam przechwyty
Z Hubertem Chudym, corner backiem w ekipie Kozły Poznań, rozmawiał Marcin Fijałkowski.

Jak się dzisiaj grało przeciwko Spartanom?
To młoda i nowa drużyna w Toplidze. Brakuje im ogrania, ale walczyli na boisku. To był dobry mecz.

Popisałeś się dwoma przechwytami – jak to zrobiłeś?
Wyczuwam takie rzeczy (śmiech). Wiem co planuje rozgrywający i ustawiam się we właściwym miejscu i zabieram piłkę. Już sporo się tego uzbierało w tym sezonie. Dzisiaj przejąłem jedno podanie i zamieniłem je na przyłożenie. Zaś w innej akcji mój przechwyt udaremnił akcję punktową rywali. Jestem w dobrej formie, więc myślę, że będzie więcej takich zagrań z mojej strony.

Czy rzuty Tomasza Znidericza są łatwe do przejęcia?
On rzuca standardowo, ale bardzo wyraźnie sygnalizuje kierunek podania. To jego błąd. Same dogrania są w porządku, może nieco wolniejsze i po większym łuku, ale dobre.

Jesteś zadowolony z działań defensywy w tym spotkaniu?Początek nie wyszedł nam za dobrze, ale z czasem rozkręciliśmy się i to wszystko wyglądało już lepiej. Powinniśmy mieć pięć przechwytów więcej, ale w tych sytuacjach niektóre piłki były zaskakujące i zawodnicy z obrony nie zawsze byli gotowi, żeby opanować futbolówkę. Ale z pewnością zero punktów to dobry wynik.

Dużo wnieśli zagraniczni zawodnicy?
To dla nas ogromne wsparcie. Poza tym, że są dobrymi graczami to są świetnymi trenerami. Pomagają nie tylko występując na murawie, ale i w szkoleniu. Także na siłowni. Pokazują, co i jak robić na wielu pozycjach a także tłumaczą schematy. Ta nauka jest dla nas cenna.

Warsaw Spartans - Kozły Poznań 0:50 (0:6, 0:22, 0:7, 0:15)

I kwarta
0:6 przyłożenie Jareda Chunna po 31-jardowej akcji po podaniu Jeffrey’a Legree

II kwarta
0:14 przyłożenie Jeffrey’a Legree po 4-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Jeffrey Legree)
0:20 przyłożenie Huberta Chudego po 58-jardowej akcji powrotnej po przechwycie
0:28 przyłożenie Jeffrey’a Legree po 70-jardowej akcji powrotnej po przechwycie (podwyższenie za dwa punkty Jared Chunn)

III kwarta
0:35 przyłożenie Jareda Chunna po 10-jardowej akcji po podaniu Jeffrey’a Legree (podwyższenie za jeden punkt Damian Łuc)

IV kwarta
0:42 przyłożenie Jareda Chunna po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Damian Łuc)
0:50 przyłożenie Jareda Chunna po 29-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Jeffrey Legree)


Mecz obejrzało 250 widzów.

MVP meczu: Jared Chunn (running back Kozłów Poznań)

 

Marcin Fijałkowski
m.fijalkowski@pzfa.pl
Biuro Prasowe PLFA