Jak na Kozła przystało

7 maj 2012

Trzy dni po wzmocnieniu kilkoma graczami zza oceanu poznaniacy nie mieli szans w starciu z Seahawks - widać to trochę za mało na czasu zgranie i przemeblowanie zespołu. Co innego 10 dni wspólnej pracy. Na pierwszą wygraną sezonu to wystarcza.

Przed tym spotkaniem nikt w barwach Silesia Rebels nie ukrywał, że wyjazd do Poznania, to dla zespołu z Górnego Śląska jedno ze spotkań sezonu. Po pierwszych 4 kolejkach tabela raczej jasno wskazywała, że o ostatnie miejsce premiowane grą w fazie playoff powalczą trzy drużyny, które zwycięstw muszą szukać przede wszystkim w bezpośrednich pojedynkach. Stawka była więc dla obu klubów podwójnie wysoka.

Apetyt na więcej
Nic dziwnego, że zaczęło się twardo i agresywnie. Zmotywowana defensywa Kozłów od początku pokazała, że będzie zaporą bardzo trudną do przebicia akcjami biegowymi. Dodatkowy sack na Michale Kołku oznaczał punt i piłkę dla gospodarzy. Ich ofensywa od razu zabrała się do pracy. Żadnym zaskoczeniem nie było to, że z piłką biegać próbował rozgrywający Mark Philmore, ale mimo to doświadczony Amerykanin od razu wyrwał w ten sposób 20 jardów. Później okazało się, że gra podaniowa w zespole z Wielkopolski też ma się lepiej: 30-jardowa zdobycz przeniosła gospodarzy do czerwonej strefy.

Tam przebudziła się obrona Rebels i w trzech próbach zatrzymała rywali. Niebiesko-czerwonym nie pomogła też próba czwarta, w której samotnego biegu próbował szybko powalony Philmore. Na boisku leżały jednak flagi i to gościom przyszło za nie słono zapłacić. Zamiast przejęcia piłki pomogli przeciwnikowi przesunąć się bliżej pola punktowego, a chwilę później zdobyć dzięki temu przyłożenie.

Kozły prowadziły, ale ich apetyt na szybkie podwyższenie wyniku sprawił, że zamiast tradycyjnego wykopu spróbowali (po raz drugi w tym meczu) onside-kicka. Skończyło się do dla nich niemal tragicznie, bo nie dość, że to Rebelianci przejęli piłkę, to jeszcze od razu wrócili z nią do ... 10 jarda pola przeciwnika. Defensywa poznaniaków stanęła jednak na wysokości zadania, zaliczając m.in. kolejny sack. Rozgrywającego Rebels powalił Piotr Kwaśniewski. Srebrnej Gwieździe pozostało więc kopnięcie z pola, ale zmotywowani gracze gospodarzy przedarli się w pobliże piłki i zablokowali próbę Zbigniewa Szrejbera. Bardzo podnosząca morale seria dla zespołu z Poznania.

Blitzkrieg
Nie pomogła może ofensywie (trzy akcje i punt), ale musiała sprawić, że obrona Kozłów nie mogła doczekać się kolejnego wejścia na murawę. Nie pobyła na nim zresztą zbyt długo, bo już w drugiej próbie podanie Kołka przejął Filip Kłoskowski i na boisku wrócili Philmore i przyjaciele – tym razem na dłużej. Deante Battle, człowiek orkiestra w szeregach gospodarzy, złapał długie podanie, a później zakończył serię kilkunastojardowym biegiem po przyłożenie, zmieniając wynik na 13:0. Sytuacja Rebels wyglądała więc coraz gorzej, a do końca połowy pozostawało mniej niż 2 minuty. Wtedy, niedziałający dotąd atak gości postanowił, że może warto zmienić taktykę na tą spopularyzowaną przez wojska III Rzeszy podczas II Wojny Światowej.

To była prawdziwa wojna błyskawiczna. Goście zaczynali serię na swoim 20 jardzie, ale już w pierwszej próbie podanie Kołka złapał James Dobson. +30 jardów. Szybkie przemieszczenie na połowę boiska, druga próba i znowu Dobson. +25 jardów. Już prawie czerwona strefa, Kołek tym razem do Szrejbera i znowu udanie. +20 jardów. Dopiero tam akcja podaniowa się nie udała, ale nawet wtedy flagi przybliżyły Rebels do pola punktowego. Wystarczył więc krótki bieg rozgrywającego i na sekundy przed przerwą gospodarze prowadzili już tylko 13:7. Srebrna Gwiazda nie miała zamiaru się poddać.

Najlepszym atakiem jest...
Po zmianie od razu do pracy zabrała się defensywa gości, która zmusiła Kozły do puntowania po trzech próbach. Gdy na boisko wbiegł Michał Kołek i jego formacja ataku, rozpoczęła się najdłuższa seria meczu. Rebels przeprowadzili łącznie 14 ofensywnych akcji, ale ich długo budowany atak ostatecznie zakończył się nieudaną próbą podania w czwartej próbie, już w czerwonej strefie. Chwilę wcześniej zdawało się co prawda, że futbolówkę w polu punktowym złapał James Dobson, ale Amerykanin nie opanował jej w wystarczającym stopniu, żeby sędziowie mogli uznać przyłożenie. Mimo tak długiego posiadania piłki, gracze z Górnego Śląska musieli więc zejść z boiska bez choćby trzech dodatkowych punktów na koncie.

Na ich szczęście, czasami najlepszym atakiem jest ... obrona. Kozły dopiero zaczynały swoją serię, gdy już w drugiej akcji biegowej kontrolę nad piłką stracił ich running back. Zgubę z ziemi jako pierwszy podniósł Arkadiusz Kanicki i odprowadził ją, otoczony przez świętujących już po drodze kolegów, 26 jardów dalej, w pole punktowe. W ten sposób, niespodziewanie i nagle, prowadzenie po raz pierwszy objęli goście.

Oczko
Gospodarze zareagowali natychmiast. Tym razem to oni budowali metodyczny atak, w którym często potrzebowali trzech, a nawet czterech prób, żeby zdobyć potrzebny dystans (szczególnie przed czerwoną strefą, gdy mimo presji kilku rywali, mocno cofnięty Philmore podał do niekrytego skrzydłowego). Swój wolny, ale skuteczny marsz wykończyli ostatecznie kolejnym biegiem na przyłożenie w wykonaniu Deante Battle'a. Już przed, udanym, podwyższeniem za dwa punkty gospodarze pobili tą akcją swój najlepszy dotąd ofensywny wynik sezonu: 14 punktów zdobytych w jednym meczu (przeciwko Tigers). Prowadzili 21:14.

Teraz, jak w którymś momencie zachęcał stadionowy komentator spotkania, wystarczyło „zachować się jak na Kozła przystało: stanąć w miejscu i nie dać się przepchnąć”. Niesieni dopingiem wreszcie ożywionych kibiców (od których wcześniej głośniejsza była ... dwójka entuzjastów klubu z Górnego Śląska) gospodarze poradzili sobie z tym zadaniem. To zresztą oni byli zespołem bliższym kolejnego zapunktowania. Rebels w swoich dwóch posiadaniach piłki nie potrafili zdobyć ani jednej pierwszej próby i musieli uznać wyższość niebieskich. Pierwsza wygrana klubu z serca Wielkopolski oznacza, że na półmetku rozgrywek sytuacja wyrównała się nie tylko na szczycie tabeli, ale też w jej dolnej części. Walka o czwarte miejsce – a w szczególności spotkanie rewanżowe tej dwójki – zapowiada się więc niezwykle ciekawie.


Adrian Fulneczek
a.fulneczek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA


Zobaczymy
Z Markiem Philmorem, rozgrywającym Kozłów Poznań rozmawia Adrian Fulneczek.

Powrót do Polski oznacza dla Ciebie też powrót na pozycję quarterbacka. Znów nie możemy oglądać Cię na Twojej ulubionej pozycji, a tym samym podziwiać pełni Twoich umiejętności?
Tak i nie. Skrzydłowy, to moja naturalna pozycja, ale uwielbiam wyzwanie jakim jest rola rozgrywającego i próba pokonywania rywali w robieniu czegoś, czego nie robię najlepiej.

Jak dotąd oceniasz początek kolejnego czasu w Polsce?
Szczerze mówiąc przyjechałem tutaj pierwotnie, żeby odpocząć, pobawić się i spędzić czas z przyjaciółmi (nie miałem nawet korków, które kupiłem dopiero przed meczem z Seahawks). Kiedy dostałem maila z Poznania pomyślałem, że mogę pomóc zespołowi, który nigdy nie miał okazji nauczyć się rzeczy ważnych w prawdziwym futbolu. Zawsze chodzi mi o szerzenie wiedzy, którą zdobyłem przez lata pracy i gry w ten wspaniały sport.

Drużyna zaczyna się rozumieć i działać tak, jakbyś chciał?
Wydaje mi się, że najważniejsze co ja i inni Amerykanie zrobiliśmy, to danie drużynie planu działania, którego wcześniej nie było. Pamiętaj, że „zdanie egzaminu jest zawsze łatwiejsze jeśli znasz pytania wcześniej”.

Widzisz poprawę w porównaniu z meczem przeciwko Seahawks?
Osobiście trudno mi nazywać go „meczem”. Tydzień temu ja i inni nowi gracze właściwie niemal tylko się pojawiliśmy, włożyliśmy kaski i shoulder pady i od razu weszliśmy na boisko. Nie miałem nawet koszulki aż do dnia meczu. Dopiero teraz, po tygodniu pracy z drużyną mogę powiedzieć, że podobało mi się to, co widziałem na boisku przeciwko Rebels. Wymyśliliśmy kilka nowych rzeczy w trakcie tygodnia, a zespół wyszedł na murawę i to wyegzekwował.

Myślisz, że Kozły będą w stanie zagrozić któremuś z zespołów pierwszej trójki? (Mark odpowiada swoją coraz lepszą polszczyzną).
Zobaczymy.


Szczęście nie sprzyja

Z Łukaszem Samojłowiczem, koordynatorem defensywy Rebels rozmawia Adrian Fulneczek.

Czy Kozły czymś Was zaskoczyły? Szczególnie w swoich poczynaniach ofensywnych? Może tym, że czasem jednak próbowały gry podaniowej?
Wiedzieliśmy, że Kozły chcą zbilansować swój atak więc te pare podań nas nie zaskoczyło. Poza tym Mark Philmore grał jeden cały sezon jako rozgrywający w The Crew dlatego podejrzewaliśmy, że poznanianie będą próbować atakować górą.

A skoro o nim mowa... Jak przygotować się grę przeciwko rozgrywającemu takiemu jak Mark Philmore? Wiadomo przecież, że gdy tylko nadarzy mu się okazja zapewne zdecyduje się na indywidualną akcję. Czy to on sprawiał Wam najwięcej problemów w tym spotkaniu?
Osobiście uważam, że dużo trudniej jest zatrzymać go jako skrzydłowego. Jeśli gra jako rozgrywający należy zrobić wszystko by zatrzymać go w „kieszeni”, bo jeśli zacznie uciekać to naprawdę ciężko go dogonić. Najwięcej problemów narobiła nam jednak cała defensywa Kozłów, która od lat trzyma wysoki poziom.

Po meczu, oficjalny fan-page Rebels twierdził, że do zwycięstwa zabrakło Wam "tylko szczęścia". Zgadza się Pan z tą opinią? 
Mecz był bardzo wyrównany, byliśmy blisko sukcesu, zmarnowaliśmy parę okazji żeby go wygrać. Problemem była raczej nasza egzekucja. Chociaż trzeba też przyznać, że trochę szczęścia by się nam przydało, bo ewidentnie nam w tym sezonie sprzyja.

Mamy chwilowo trzy zespoły w dolnej części tabeli z bilansem 1-4. Który z nich (Rebels, Kozły, Tigers) po następnych 5 kolejkach będzie mógł świętować zakończenia sezonu zasadniczego na 4 miejscu w tabeli? 
Muszę postawić na swój zespół. Znam tych ludzi od lat i wiem, że nigdy się poddają. 

 

Kozły Poznań - AZS Silesia Rebels 21:14 (7:0, 6:7, 0:7, 0:8)
I kwarta
7:0 przyłożenie Tomasza Moruszewicza po 5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Szymon Barczak)

II kwarta
13:0 przyłożenie Deante Battle po 14-jardowej akcji biegowej
13:7 przyłożenie Michała Kołka po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Zbigniew Szrejber)

III kwarta
13:14 przyłożenie Arkadiusza Kanickiego po 26-jardowej akcji powrotnej po zgubieniu piłki przez Kozły (podwyższenie za jeden punkt Zbigniew Szrejber)

IV kwarta
21:14 przyłożenie Deante Battle po 15-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Mark Philmore)


Mecz obejrzało 300 widzów.