Puchar zostaje w Bielawie

Autor: Jakub Kaczmarek Opublikowano dnia: 6 lipca 2017 | Komentarze: 0

W minioną sobotę, w Bielawie, zakończyły się tegoroczne rozgrywki PLFA J-8. Triumfatorem, drugi rok z rzędu, okazała się drużyna Bielawa Owls która w emocjonującym finale wygrała z Mustangs Płock. Na trzecim stopniu podium stanęli Warsaw Eagles po zwycięstwie nad Kozłami Poznań.

Półfinały zgodnie z przewidywaniami
Półfinał rozgrywany na płycie głównej boiska „KS Bielawianki Bielawa”, zapowiadany jako wielki rewanż za ubiegłoroczny finał, nie był tak wyrównany jak przed rokiem. Choć jeszcze w pierwszej kwarcie wydawało się, że to będzie twarda i wyrównana batalia, ale niestety w drugiej odsłonie młodzież z Warszawy zaczęła popełniać zbyt wiele błędów. Formacja ofensywna skrzętnie je wykorzystywała i nabijała kolejne punkty.

- Już pierwsze akcje naszej defensywy przeciwko ofensywie Warsaw Eagles pokazały, że moi juniorzy są gotowi i tak łatwo skóry nie sprzedadzą. Nasz atak bez problemu zdobywał punkty, pomimo kilku błędów, które się przydarzyły, jak np. złe wznowienie akcji, gubienie piłki, błędy taktyczne. Gracze byli jednak tak mocno zdeterminowani, że szybko naprawiali swoje błędy skutecznymi akcjami - opowiada Marcin Kochanowski, koordynator ofensywy Bielawa Owls.

Jeszcze przed tym spotkaniem szczególną uwagę zwracało się na Kacpra Chryplewicza, który jest niekwestionowanym liderem swojej defensywy. Potwierdził to i tym razem. Bardzo mobilny, silny i szybki zawodnik sprawiał niemałe problemy linii ofensywnej i rozgrywającemu, świetnie czytając grę. - W ataku znakomicie zagrali wszyscy zawodnicy. Nie ma tutaj wyjątkowych graczy, bo każdy dał z siebie wszystko i mogłem liczyć na każdego zawodnika. - zapewnia Kochanowski.

Choć Młode Orły dobrze rozpoczęły mecz, to straciły koncentracje w drugiej kwarcie. Brak skuteczności i szybko uciekające Sowy doprowadziły do ogromnych strat, które w tak krótkim czasie (kwarty meczów PLFA J-8 trwają sześć minut krócej niż w przypadku futbolu jedenastoosobowego) były już nie do odrobienia.

- Nasze niewymuszone błędy i brak koncentracji przechyliły szalę zwycięstwa na stronę gospodarzy. Doświadczenie zawodników Owls w meczach o stawkę było dużym atutem. Mimo wszystko, nasi zawodnicy zebrali cenną lekcję, która zaowocuje w kolejnych sezonach - mówi Marek Włodarczyk, prezes Warsaw Eagles.

W równolegle rozgrywanym spotkaniu, które miało wyłonić drugiego finalistę turnieju, faworyzowani Mustangs Płock, również, zgodnie z przewidywaniami, łatwo poradzili sobie z Kozłami Poznań. Choć początek meczu wcale tego nie zapowiadał, to zawodnicy ze stolicy Wielkopolski lepiej rozpoczęli spotkanie, skutecznie zatrzymując ofensywę przeciwnika. Formacja obronna z powodzeniem neutralizowała ataki Mustangów, lecz to kłopoty w formacji ofensywnej okazały się znaczące w perspektywie całego meczu.

- Półfinał zaczęliśmy słabo. Byliśmy zestresowani, przez co popełniliśmy dużo błędów na początku spotkania. Na szczęście kapitan naszej defensywy, Igor Gierski oraz biegacz Cezary Tarkowski dali impuls drużynie i parli do przodu - wspomina Paweł Kęsy, trener Mustangs Płock.

- Bez ofensywy nie jesteś w stanie wygrać z tak dysponowanymi Mustangs. Drużyna z Płocka pokazała nam co znaczy siła linii defensywnej. Nasza linia, która miała wspierać rozgrywającego i biegacza, nie dawała rady. Przez to Wiktor Kuroczycki nie miał czasu żeby celnie podać, ani sprawnie biegać - tłumaczy Damian Łuc, szkoleniowiec Kozłów Poznań.

W momencie kiedy wynik się otworzył, płocczanie znów zaczęli bawić się futbolem, jak miało to miejsce w poprzednich spotkaniach i zdominowali swojego przeciwnika. Nominalny biegacz z Poznania, Niamba Diatta, przez kłopoty na linii wznowienia akcji musiał zostać szybko przemianowany na pozycję skrzydłowego, na której nabawił się urazu stawu skokowego. Zastąpił go Oskar Nadworniak, który pomimo ogromnej woli walki został skutecznie wyeliminowany przez defensive backów z Płocka. Przez to bronie ofensywne młodych Kozłów zostały zneutralizowane, a tym samym doprowadziło to poznanian do porażki.

- Na pochwałę zasługuje cała formacja obronna, ponieważ grała do samego końca. Oczywiście bardzo ciężko jest się bronić, jeżeli nie ma czasu na odpoczynek. Na szczególne wyróżnienie zasługują: Markus Graja, Wiktor Kuroczycki, Jakub Sowa, Maciej Kubicki i Maurycy Pietrzak - dodaje Łuc.

Brąz wykuty z doświadczenia
W meczu o trzecie miejsce Warsaw Eagles nieznacznie pokonali Kozły Poznań, choć mecz przebiegał pod dyktando obu defensyw.

Po raz kolejny spotkanie dobrze rozpoczęli poznaniacy, gdy zatrzymali akcję powrotną Orłów na drugim jardzie przed ich polem punktowym i mogli zainkasować dwa punkty w przypadku „safety”. Niestety, jeden z poznańskich zawodników minął się z przeciwnikiem w polu punktowym, a druga linia defensywna dała nabrać się na zmyłkę ofensywy. Kto wie, jak ułożyłby się ten mecz, gdyby tylko obrona z Poznania wykazała się większą koncentracją. Tymczasem to klub z Warszawy trzymał nerwy na wodzy i wyszedł z niemałych opresji. Spotkanie było bardzo wyrównane, a o ostatecznym wyniku zdecydowała mniejsza liczba popełnionych błędów po obu stronach.

- W pierwszym meczu straciłem przez kontuzje moich dwóch i jedynych biegaczy, więc byłem zmuszony do wpuszczenia na tę pozycję Kubę Sowę, który jest nominalnym safety, żeby pomóc rozgrywającemu w przesuwaniu piłki do przodu. Eagles, podobnie jak Mustangs dobrze prezentowali się na linii wznowienia akcji, czym bardzo uprzykrzali nam grę. Za kluczowy moment spotkania uważam stratę piłki z naszej strony, do której doszło blisko pola punktowego rywali. Jednak nie winie za to ani Kuby ani Wiktora, po prostu, wyszedł brak zgrania. - wspomina Łuc. - W tym meczu znów mogę pochwalić obronę, która cały mecz trzymała rywali na dystans. To co robili w tym meczu Wiktor Kuroczycki, Kuba Sowa, Maciej Kubicki napawa mnie niesamowitą dumą. Gdy wspominam te wszystkie mecze, wiem jedno, charakter prawdziwego Kozła tak szybko nie zginie! - dodaje po chwili.

- Trzecie miejsce to nadal powód do dumy! Gdyby nie porażka, na własne życzenie, z Mustangs na poprzednim turnieju, to z pewnością, ponownie gralibyśmy w finale. Mimo to jesteśmy dumni z naszych młodych zawodników. Dla większości składu było to pierwsze futbolowe doświadczenie (w pełnym kontakcie), a stawili czoła ekipom, w których grają weterani juniorskich boisk. W meczu o trzecie miejsce wystąpiliśmy bez kilku podstawowych zawodników. Po zdobyciu punktów sztab trenerski kontrolował przebieg spotkania i dał szansę na grę każdemu z graczy. Od początku sezonu bardziej zależało nam na jak największej rotacji składu niż na nabijaniu punktów i robieniu jak największych wyników - zapewnia Marek Włodarczyk, prezes warszawskich Orłów.

Finał jakich mało
Finał turnieju rozgrywanego w Bielawie był prawdziwą kwintesencją juniorskiego święta futbolowego. Dwie bezsprzecznie najlepsze drużyny tego sezonu dowiodły, że nie przez przypadek znalazły się w walce o złoto. Przypomnijmy, że do tego spotkania nie przegrały żadnego meczu!

- Wiedzieliśmy, że jedyna drużyna, która może nam zagrozić to właśnie gospodarze. Nasz ostatni mecz z Eagles – na poprzednim turnieju – był bardzo wyrównany, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że wówczas nie byliśmy w pełnym składzie. Wtedy ten mecz ułożyłby się kompletnie inaczej. To potwierdzili bielawianie grając z nami o zwycięstwo do ostatnich sekund, a Eagles przecież pokonali trzydziestoma punktami - mówi Paweł Kęsy, trener Mustangs Płock.

Już pierwsze akcje meczu pokazały, że obie formacje nie będą miały łatwego zadania. Ofensywa płocczan, choć zdobywała jardy, bardzo mocno męczyła się ze świetnie dysponowaną defensywą bielawian. Natomiast po zmianie stron linia ofensywna Sów, po raz pierwszy w tym sezonie, musiała uporać się z defensywnymi liniowymi Mustangów.

- Nasza linia ofensywna z początku gubiła się przez zagęszczenie linii wznowienia akcji, co dodatkowo utrudniało grę biegową, przez co musieliśmy wykorzystywać głównie warianty podaniowe. Na szczęście z Tomkiem Dymkowskim na czele nie było to trudne i skutecznie wykonywał on krótkie podania do Oskara Wypycha, Martina Sobocińskiego jak i Karola Streja - wspomina Marcin Kochanowski, koordynator ofensywy Bielawa Owls.

Atak gospodarzy zagrał naprawdę solidnie, a duża w tym zasługa, wcześniej wspomnianego tight enda Karola Streja. Skutecznie przetrzebiał szyki drugiej linii obrony gości mając wsparcie linii ofensywnej i przede wszystkim swojego rozgrywającego, który pod tak silną presją ze strony przeciwników był w stanie celnie podawać, a nawet uciekać z „kieszeni” zyskując dodatkowo kilka lub kilkanaście jardów. Największy sprawdzian nerwów i umiejętności czekał obie ekipy w ostatniej kwarcie meczu.

Choć młoda defensywa z Bielawy utrzymywała Mustangs na dystans od pola punktowego, to jednak ofensywa z konsekwencją, małymi krokami zdobywała pierwsze próby i kroczyła do przodu po kolejny punkty.

Każda z drużyn popełniała dużo błędów. Gołym okiem dało się zauważyć zżerający zawodników stres i chęć sięgnięcia po prestiżowe trofeum. Dowodem tego był chociażby błąd młodych Sów w formacji specjalnej przy wykopie. Goście zdecydowali się na krótkie kopnięcie, a zaskoczeni zawodnicy Owls nawet nie zareagowali, co skończyło się stratą piłki.

- Ostatnia sekunda meczu była dla mnie najbardziej emocjonującym wydarzeniem w moim życiu. Po raz pierwszy poczułem co to znaczy mieć stan przedzawałowy - wspomina, wciąż pełen emocji, Kochanowski.

Na sekundę przed zakończeniem meczu Mustangs byli w posiadaniu na około 30 jardów przed polem punktowym. Zdecydowali się na akcję podaniową, piłka została skierowana do niekrytego skrzydłowego, który ją złapał i zakończył akcję na pięć jardów przed końcem pola gry.

- Każdy z nas się załamał, bo byliśmy pewni, że tego nie da się przegrać, mając przeciwnika tak daleko od naszego pola. Jednak chwilę później sędzia odgwizdał koniec akcji, a nie, jak myśleliśmy, przyłożenie. Okazało się, że zawodnik łapiący piłkę jedną nogą był w boisku, a drugą poza nim. To było niesamowite uczucie! - relacjonuje trener mistrzów Polski.

- Oczywiście, że jest nam żal, że przegraliśmy o dziesięć centymetrów. Cóż, taki jest sport, a Mateusz zrobił tak ogromny postęp, że zwalenie winy na niego byłoby nie w porządku. Owls nie popełnili błędu, a nam zabrakło szczęścia - tłumaczy Kęsy.

Obie drużyny zaprezentowały efektowny, efektywny i fizyczny futbol, pokazując wszystko to, co w futbolu najlepsze. Zmiany prowadzenia, niespodziewane akcje, emocjonująca końcówka - to wszystko mogli oglądać kibice zebrani na stadionie KS Bielawianka Bielawa o godzinie 15:00 w minioną sobotę.

W taki oto sposób drużyna Bielawa Owls obroniła tytuł mistrzowski i sięgnęła po trzeci juniorski triumf w swojej historii (a drugi z rzędu). Jednocześnie klub stał się najbardziej utytułowaną drużyną w kraju na tym szczeblu rozgrywek. Dla Mustangs to również największe, dotychczasowe osiągnięcie.

- Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że tegoroczna drużyna była mocniejsza od tej przed rokiem. Głównie przez fakt, że nasz skład się nie zmienił, więc był jeszcze bardziej zgrany, co w takim sporcie jest niezbędne. Na dodatek doszło kilku utalentowanych zawodników, z których kilku z marszu zapewniło sobie miejsce w pierwszym składzie, jak np. Maks Budai. Za rok zyska na tym nasza drużyna seniorska, bo dołączą do niej: Mateusz Lisiewicz, Martin Sobociński, Oskar Wypych, Szymon Falkowski, Krystian Oska, Damian Jurkowski, Mateusz Godlewski i Błażej Banaszczak - podsumowuje trener młodzieżowej drużyny Owls.

- Nasz program juniorski w tym roku sięgnął samego szczytu naszych oczekiwań. Potwierdzimy to jeszcze w PLFA J-11, która wystartuje na koniec sierpnia. Ten sukces również przełoży się na kadrę seniorską w kolejnym roku. Będziemy mieli w czym wybierać, co pozwoli nam na walkę o najwyższe cele - zapewnia Paweł Kęsy, szkoleniowiec Mustangs Płock.

Nagrody indywidualne Turnieju Juniorskiego PLFA J-8 w Bielawie

Półfinał: Mustangs Płock vs. Kozły Poznań 26:0 MVP:
Jakub Kotarski (Mustangs Płock)
Najlepszy zawodnik ataku: Cezary Darokuski (Mustangs Płock)
Najlepszy zawodnik obrony: Markus Graja (Kozły Poznań)

Półfinał: Bielawa Owls vs. Warsaw Eagles 35:6 MVP:
Karol Strej (Bielawa Owls)
Najlepszy zawodnik ataku: Jakub Olejarz (Warsaw Eagles)
Najlepszy zawodnik obrony: Kacper Chryplewicz (Bielawa Owls)

Mecz o 3. miejsce: Warsaw Eagles vs. Kozły Poznań 8:0 MVP:
Maciej Latała (Warsaw Eagles)
Najlepszy zawodnik ataku: Wiktor Kuroczycki (Kozły Poznań)
Najlepszy zawodnik obrony: Eryk Dudek (Warsaw Eagles)

Finał: Bielawa Owls vs. Mustangs Płock 18:14 MVP:
Tomasz Dymkowski (Bielawa Owls)
Najlepszy zawodnik ataku: Kacper Bogdański (Mustangs Płock)
Najlepszy zawodnik obrony: Karol Strej (Bielawa Owls)

Jakub Kaczmarek
kaczmarek.jak94@gmail.com
Biuro Prasowe PLFA

Sonda

Które zespoły zagrają w finale PLFA J-11?