PLFA J-11: Podsumowanie 5. kolejki

Autor: Jakub Kaczmarek Opublikowano dnia: 6 października 2017 | Komentarze: 0

Po piątej kolejce PLFA J-11 Lowlanders Białystok oraz Panthers Wrocław umocnili się na pozycji lidera w swoich grupach. Natomiast Bydgoszcz Archers zakończyła sezon z zerowym dorobkiem punktowym.

Grupa Wschodnia

Primacol Lowlanders Białystok vs. AZS UWM Olsztyn Lakers 33:0

Spotkanie w Białymstoku było kolejnym testem potencjału dla gospodarzy. Dla Jeziorowców było to dopiero drugie spotkanie w sezonie, więc mieli okazję, aby zaskoczyć przeciwnika swoimi nowymi rozwiązaniami ofensywnymi, jak i defensywnymi. Mimo wszystko, bardziej przekonujące argumenty były po stronie Ludzi z Nizin, którzy w tym sezonie stracili tylko dwa przyłożenia i pokonali wszystkich pretendentów do wygrania grupy wschodniej – choć to dla nich pierwszy sezon w PLFA J-11. Dzięki tak dobrym wynikom awans do półfinałów rozgrywek zależy tylko od nich samych.

Rywalizacja z olsztyńskim zespołem był tylko potwierdzeniem ich fenomenalnej formy. Pierwszy raz w tym sezonie kontrolowali przebieg meczu przez wszystkie cztery kwarty. W ich grze funkcjonowało niemal wszystko, dzięki czemu nie obawiali się rozgrywania akcji w sytuacji ostatnich prób potrzebnych do przesunięcia znacznika. Zawodnicy wyraźnie przewyższali swoich rywali warunkami fizycznymi i regularnością w swoich seriach ofensywnych. Na boisku brylował rozgrywający Mateusz Sikorski (autor 18 punktów dla swojej drużyny), posiadający solidne wsparcie dobrze dysponowanej linii ofensywnej. Pierwsze punkty w historii swoich występów w Polskiej Lidze Futbolu Amerykańskiego zdobył również 19-letni skrzydłowy, Sebastian Zimnoch. Kolejne fantastyczne spotkanie rozegrał również Noel Graf, który nie tylko wspomógł ataki swojej drużyny, ale i formację obronną.

Perfekcyjny bilans białostoczan wciąż nie zapewnia im pewnego awansu do kolejnej fazy. Przed nimi rewanżowe spotkanie z warszawskimi Orłami, którzy wciąż mają szansę na odebranie fotelu lidera. Dlatego też sztab trenerski wciąż jest ostrożny w swoich słowach, tłumacząc, że zespół ma jeszcze nad czym pracować, jeśli chce obronić aktualne miejsce.

- W tym meczu wychodziło nam niemal wszystko. Wygraliśmy to spotkanie, przede wszystkim, dobrą grą obronną. Lakers nie mogli znaleźć na nas skutecznej recepty, a my nie pozwalaliśmy sobie na choć odrobinę dekoncentracji. Ofensywnie udawało nam się regularnie i konsekwentnie przesuwać znacznik, choć nie raz byliśmy blisko straty posiadania przez przechwyt. Wciąż musimy ciężko pracować na kolejny sukces, ale na pewno poczuliśmy więcej krwi. Nadal wszystko jest możliwe i nie możemy być pewni aktualnego miejsca w grupie, więc musimy nadal być mocno skoncentrowani.  - analizuje Tomasz Żukowski, trener główny białostockiego klubu.

Wynik dla olsztynian nie może być satysfakcjonujący. Praktycznie pozbawili się szans na awans, a aspiracje przed sezonem mieli o wiele większe. Zmiany w sztabie trenerskim, dobry sezon w PLFA I i duże doświadczenie miało dać im realne szanse na walkę o dobre miejsce. Tymczasem ulegli Warsaw Eagles i teraz okazali się słabsi od debiutanta. Pomimo wielu zmian w swoim systemie rozgrywkowym tylko dwukrotnie udało im się przedostać pod pole punktowe przeciwnika. To z pewnością rozczarowujące dla tego klubu. O przebiegu meczu i wyniku, przede wszystkim, zadecydowały błędy indywidualne oraz liczne kary, które często niweczyły zdobycze jardowe.

- Do Białegostoku jechaliśmy bardzo zmotywowani. Byliśmy świadomi tego, że zawodnicy Lowlanders jeszcze w zeszłym sezonie razem z Naszymi chłopakami tworzyli jedną drużynę. Nigdy nie lekceważymy przeciwnika, tak samo było i tym razem. Wprowadziliśmy kilka zmian od czasu ostatniego meczu z Warsaw Eagles, cała machina powinna działać dobrze, jednak błędy indywidualne oraz okrojony skład dały Nam bolesną porażkę. Trenerzy przykładają teraz uwagę przede wszystkim do poprawności zagrywek. W meczu pojawiła się spora ilość strat, czego nie możemy powtarzać rozdając prezenty przeciwnikom. Zawodnicy aktualnie leczą drobne kontuzje, regenerują siły i szlifują zagrywki. Mamy jeszcze chwilę na przygotowania do meczu z Mustangs Płock - tam upatrujemy pierwszego w tym sezonie zasadniczym zwycięstwa. - mówi Bartłomiej Krom, rzecznik prasowy AZS UWM Olsztyn Lakers.

Primacol Lowlanders Białystok – AZS UWM Olsztyn Lakers 33:0 (8:0; 6:0; 6:0; 13:0)

Zawodnicy punktujący dla Lowlanders Białystok: Mateusz Sikorski – 18 punktów; Noel Graf – 7 punktów; Sebastian Zimnoch – 6 punktów; Adam Andrysewicz – 2 punkty

MVP spotkania: Rozgrywający Primacol Lowlanders Białystok – Mateusz Sikorski

 

Grupa Zachodnia

KS Bydgoszcz Archers vs. Angels Toruń 14:42

Spotkanie w Bydgoszczy było pożegnaniem Łuczników z tegorocznym sezonem PLFA J-11, podczas gdy dla Angels walką o utrzymanie możliwości walki o awans do fazy play-off. Niestety, pierwsza połowa spotkania pokazała, że tylko tydzień przerwy pomiędzy spotkaniami nie był w stanie znacząco poprawić gry zespołu gospodarzy. Defensywa Aniołów, podobnie jak Kozłów, była przygotowana na akcje biegowe, które w większości stanowiły atak prowadzony przez Jakuba Kubackiego. Szymon Płóciennik i Dawid Bracisiewicz nie byli w stanie przedostać się przez szyki obronne gości, co często kończyło się na stracie posiadania już w pierwszych czterech próbach. W porównaniu do ostatnich spotkań, Adrian Kuźniewski przeprowadził tylko jedną zmianę w ustawieniu zespołu. Tym razem Bartosz Kuczkowski występował na pozycji skrzydłowego, mając nadzieję, że ten stworzy większe zagrożenie w akcjach podaniowych niż jego koledzy w ostatnim domowym starciu. Tak się jednak nie stało. Jedyny Bracisiewicz, który stanowił o sile na pozycji biegacza, starał się straszyć drugą linię obrony. Niestety, większość kierowanych do niego podań zostało upuszczonych. Dopiero w czwartej kwarcie, w samej końcówce, podanie Kubackiego dało ofensywie zysk ok. 40 jardów. Gospodarzom udało się zapunktować tylko dwukrotnie. Pod koniec drugiej kwarty, po 1-jardowym biegu rozgrywającego, choć podczas całej serii ofensywnej przesunięcie się pod strefę punktową zawdzięczają również karom indywidualnym torunian. Drugie przyłożenie miało miejsce pod koniec samego meczu, po najbardziej efektownej akcji, o której mowa była wcześniej. Dwie kary po stronie obrony również pomogły w dwukrotnym przesunięciu znacznika pierwszych prób i całość znów dopełnił Kubacki swoim 2-jardowym biegiem. W powiększeniu dorobku punktowego pomógł jeszcze Bracisiewicz zdobywając dwa punkty przy podwyższeniu.

Łucznicy z mieszanymi odczuciami kończą sezon w lidze juniorskich jedenastek. Po sukcesie w PLFA J-8 ich apetyty były znacznie większe niż ostatnie miejsce w grupie bez żadnego zwycięstwa na własnym koncie. Najlepiej zapamiętają zapewne spotkanie w Poznaniu z Patriotami, kiedy to z aktualnym wicemistrzem kraju prowadzili wyrównany bój do ostatniej akcji. Niestety, do szczęścia zabrakło kilku minut i ostatecznie, ze stolicy Wielkopolski, wrócili na tarczy. Ten występ wlał w ich serca i ambicje jeszcze więcej nadziei, ale krótko po tym zostali brutalnie zweryfikowani przez Kozłów. Anioły dopełniły jedynie goryczy. Mimo wszystko, pierwszy rok istnienia sekcji juniorskiej w Bydgoszczy można zaliczyć na plus. Widać duży potencjał w młodych adeptach futbolu, którzy w przyszłości mogą realnie stanowić o sile sekcji seniorskiej.

- Mecz z Angles to najcięższy mecz jaki do tej pory graliśmy. Niestety, nie ze względu na przeciwnika, a nas samych. Od początku nic nam nie wychodziło tak jak planowaliśmy. Nie potrafiliśmy wygrać z "własnymi demonami". Pod koniec drugiej kwarty wydawało się, że wchodzimy na właściwe tory i przerwa pomoże nam wszystko poukładać. Tymczasem trzecią kwartę zaczęliśmy tragicznie i skończyło się utratą aż 22 punktów. Mam nadzieję, że najgorszy mecz mamy już za sobą i bogatsi o nowe doświadczenia możemy zaczynać przygotowania do kolejnego sezonu. - opowiada rozczarowany Adrian Kuźniewski, trener główny sekcji juniorskiej Bydgoszcz Archers.

Takich problemów w ataku nie mieli przyjezdni. Mateusz Frela skutecznie rozprowadzał zagrywki swojego zespołu, a jego największą bronią okazał się Michał Podobieński, który pewnie odbierał kierowane do niego podania i nie bał się bezpośredniego kontaktu z przeciwnikiem. Rozgrywający pokazał swoją szybkość i mobilność już w pierwszych akcjach pierwszej kwarty. Dobry przegląd pola i bloki ze strony linii ofensywnej pozwoliły mu na efektowny 60-jardowy bieg po przyłożenie i otwarcie wyniku. Podobnie było po doprowadzeniu do wyrównania przez Kubackiego. Wówczas, w drugiej kwarcie Frela znów wziął odpowiedzialność za wynik na swoje barki i 52-jardowym biegiem odzyskał prowadzenie dla swojego zespołu. Nie często zdarza się, żeby zawodnik już w pierwszej połowie miał na swoim koncie ponad 100 jardów. Mateuszowi się to jednak udało dzięki swojej szybkości, zdolności do szybkiego reagowania na sytuacje boiskowe i wykorzystaniu błędów defensywy. Zawodnik punktował jeszcze w ostatniej odsłonie, kiedy bydgoszczanie wyraźnie spuścili z tonu, nie wierząc w odwrócenie losów spotkania. Na wyróżnienie z pewnością zasługuje również Kacper Rokiciński, który nie tylko zdobył osiem punktów, ale był wsparciem dla Freli w akcjach biegowych. Formacja obrony, podobnie jak w meczu z Kozłami, udowodniła, że jest silnym elementem w grze Aniołów i całkowicie pozbawiła argumentów swoich rywali. Nie pozwoliła na zdobywanie pokaźnej liczby jardów, a strata punktów była głównie wynikiem ich kar indywidualnych.

- Na pewno cieszy spora ilość zdobytych punktów naszego ataku, która pod wodzami trenera Matthew Kershey’a zdołała przez cztery tygodnie wprowadzić, tak naprawdę, całkowicie nowy schemat ofensywny. Niestety, wkradło się sporo błędów szczególnie na początku meczu, na które nie możemy sobie pozwolić i będziemy je systematycznie poprawiać w tym tygodniu. Niestety czasu jest mało, szczególnie, że musimy w ciągu tygodnia w defensywie przeskoczyć na grę przeciwko ofensywie silnej podaniowo, po wcześniejszych Archers, którzy głównie biegali.  - relacjonuje Hubert Pińczak, prezes Angels Toruń.

Bydgoszcz Archers – Angels Toruń 14:42 (0:6; 6:6; 0:22; 8:8)

I kwarta
0:6 – przyłożenie Mateusza Freli po 60-jardowej akcji biegowej

II kwarta
6:6 – przyłożenie Jakuba Kubackiego po 1-jardowej akcji biegowej
6:12 – przyłożenie Mateusza Freli po 52-jardowej akcji biegowej

III kwarta
6:20 – przyłożenie Mikołaja Kamińskiego po 12-jardowej akcji biegowej (podwyższenie po akcji Mikołaja Kamińskiego)
6:28 – przyłożenie Michała Podobieńskiego po 13-jardowej akcji biegowej (podwyższenie po akcji Kacpra Rokicińskiego)
6:34 – przyłożenie Kacpra Rokicińskiego po 5-jardowej akcji biegowej

IV kwarta
14:34 – przyłożenie Jakuba Kubackiego po 2-jardowej akcji biegowej (podwyższenie po akcji Dawida Bracisiewicza)
14:42 – przyłożenie Mateusza Freli po 3-jardowej akcji biegowej (podwyższenie po akcji Macieja Ćwiklińskiego)

MVP spotkania: rozgrywający Angels Toruń – Mateusz Frela

 

Grupa Południowa

Panthers Wrocław vs. Kraków Kings 32:0

Przed spotkaniem we Wrocławiu krakowianie wydawali się jedyną drużyną w grupie, która jest w stanie zagrozić ich perfekcyjnemu bilansowi przed fazą play-off. Do tej pory nie stracili żadnego punktu, dzięki czemu przed starciem z Mistrzami Polski liderowali w stawce. Trener główny, Piotr Jarocki, utrzymywał, że jeśli tylko jego zawodnicy podejdą do tego pojedynku z dużą dozą pewności siebie i swoich umiejętności, to nie widzi przeszkód w sprawieniu niespodzianki. Jeszcze cztery lata temu ich sekcja juniorska w szczątkowym składzie opuszczała krakowskie Pola Marsowe, a w 2015 roku byli tylko tłem dla maszyny z Dolnego Śląska. Dziś, to sekcja z całkowicie innym zapleczem, lepiej zorganizowana i o wiele większymi umiejętnościami. Dzięki swojej konsekwencji i upartego dążenia do celu już są w stanie liczyć się w walce z największymi potentatami. Niestety, sobotnie starcie pokazało, że jeszcze brakuje im doświadczenia i rutyny, aby móc oprzeć się najlepszej futbolowej drużynie w naszym kraju.

Królowie z Krakowie podeszli do przeciwnika ze zbyt dużym respektem. Aura Stadionu Olimpijskiego i marki Panthers spętała im nogi, przez co popełniali dużo błędów i nie potrafili znaleźć regularności w swoich zagraniach. Wiele podań rozgrywającego przyjezdnych, Mateusza Wiechecia, ocierało się o przechwyty, a biegacz Jakub Kowalski nie był w stanie przedostać się przez linię wznowienia akcji. Do tej pory, największa broń w ataku krakowian, Bernard Wiązania, został skutecznie zastopowany przez Adama Larego, który nie pozwolił mu na swobodne poruszanie się po boisku. Dopiero w drugiej połowie meczu, goście rozluźnili się i zaczęli szczątkowo przesuwać piłkę po boisku. Niestety, było już za późno, a i tak nie wystarczyło to do zdobycia choćby najmniejszej ilości punktów.

- Przed rozpoczęciem spotkania obawiałem się, że moi zawodnicy mogą zostać sparaliżowani przez samą markę Panthers Wrocław i Stadion Olimpijski i w pierwszej połowie spotkania faktycznie tak było. Nie umniejszając jednak Panterom, bo to świetny zespół o wielkich umiejętnościach, od których warto się uczyć. Byliśmy dobrze przygotowani, ale sam mecz to zupełnie inny poziom trudności niż treningi i nawet najlepsze sesje teoretyczne. W drugiej połowie pokazaliśmy, że nie jesteśmy słabą drużyną, a drugie miejsce to nie przypadek. To jednak nie wystarczyło. Musimy uznać wyższość wrocławskiego zespołu, ale to nas w żadnym stopniu nie podłamuje.  -  tłumaczy Piotr Jarocki, trener główny Kraków Kings.

Panthers również mieli swoje problemy, szczególnie na początku spotkania. Gołym okiem zauważalna była długa przerwa w rozgrywkach, która wpłynęła na ich rytm meczowy. Popełniali dużo podstawowych błędów indywidualnych, jak chociażby złe wznowienia akcji ze strony centra, czy liczne falstarty. Swój rytm znaleźli dopiero w drugiej kwarcie, gdzie całkowicie zdominowali przeciwnika. W defensywie ze świetnej strony pokazał się Kacper Ołdak, którego presja mocno utrudniała życie znakomitemu rozgrywającemu gości. W ofensywie natomiast brylował Kacper Fiedziuk, który umiejętnie wykorzystywał swoje warunki fizyczne (194cm wzrostu) i zdobył dla drużyny dwa przyłożenia. Obrona zaliczała wiele przechwytów, a w pamięci kibiców szczególnie mógł pozostać ten w wykonaniu Jakuba Witwickiego, na 15 jardów przed polem punktowym. Nie wiele zabrakło zawodnikowi, aby przedostać się do strefy końcowej. Akcja i występ tegoż linebackera jest o tyle ważny i budujący, ponieważ gracz wraca po bardzo ciężkiej kontuzji złamania ręki, której nabawił się podczas występów w PLFA J-8.

- Mecz z Kings był zdecydowanie największym wyzwaniem jakie nas do tej pory spotkało w rozgrywkach J-11. Myli się ten, kto sądzi, że było łatwo. W całym meczu popełniliśmy sporo błędów, mieliśmy zbędne kary i nieudane snapy...Jeśli celem jest najwyższa jakość, a taka dewiza przyświeca Panthers, to takie niedociągnięcia trzeba bezwzględnie eliminować i będziemy nad tym mocno pracować w najbliższym czasie. Cieszy świetna postawa formacji obrony naszej młodzieży, której udało się zachować czyste konto. - analizuje Karolina Janas, kierownik sekcji juniorskich Panthers Wrocław.

Panthers Wrocław – Kraków Kings 32:0 (7:0; 26:0; 0:0; 6:0)

I kwarta
7:0 – przyłożenie Tomasza Pietkiewicza po 2-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Michał Moneta)

II kwarta
13:0 – przyłożenie Tomasza Pietkiewicza po 2-jardowej akcji biegowej
20:0 – przyłożenie Kacpra Fiedziuka po 39-jardowej akcji po podaniu Maksymiliana Samela (podwyższenie Michał Moneta)
26:0 – przyłożenie Kacpra Fiedziuka po 29-jardowej akcji po podaniu Maksymiliana Samela

IV kwarta
32:0 – przyłożenie Kamila Knapika po 3-jardowej akcji biegowej

MVP spotkania: liniowy defensywny Panthers Wrocław - Kacper Ołdak

 

Jakub Kaczmarek
kaczmarek.jak94@gmail.com
Biuro Prasowe PLFA

Sonda

Które zespoły zagrają w finale PLFA J-11?